CZYLI PROSTYMI SŁOWAMI O ŻYCIU ZA GRANICĄ

ZIMA ZASKOCZYŁA IRLANDIĘ

ZIMA ZASKOCZYŁA IRLANDIĘ

Sypie od kilkunastu godzin. Zapowiadają bardzo ciężkie warunki. Ogłosili czerwony alarm. Za oknami jest zamieć. Samochody zamieniają się w nieruszających metalowych wojowników. Sklepy są zamknięte. Latarnia na ulicy jakby blakła i brak jej już energii, aby dawać więcej z siebie. W domach odcięta zostaję woda i miasto pustoszeje. Każdy wie, że nadchodzi najgorsze…śnieg. A ostatni raz był on tutaj 40 lat temu!

Gdy przyjechałam tu prawie trzy lata temu nie spodziewałam się, że kiedyś poczuję się jak w filmie katastroficznym. Gdzie za oknami szaleje żywioł, a ja jestem uwięziona w czterech ścianach, bez możliwości ucieczki z domu, czy miasta. Ale taka sytuacja się stała i na prawdę do dziś nie mogę w to uwierzyć, że przeżyłam chyba zimę stulecia w Irlandii.

 

Główna ulica w mieście w pierwszy dzień śnieżnej zamieci

To jest śmieszna i zarazem tragiczna historia kilkudniowego lenistwa w domu. To było fantastyczne doświadczenie uczące tego, aby radzić sobie w każdej sytuacji. Bo jednak na żywioł ciężko mieć jakikolwiek sposób. Można stosować rożne sposoby ochrony, ale i tak jak zaatakuję nie zawsze wszystko działa tak jak chcemy. Ale wracając.

Wszystko zaczęło się mniej więcej 27.02. Byłam na zakupach w Tesco i nie mogłam uwierzyć, że półki były puste. Nie było ani warzyw korzeniowych, ani owoców, ani mleka, o chlebie szkoda gadać. Nie było żadnego. Ani tostowego, ani normalnego, ani bez glutenu. Byłam w szoku. Stałam jak zaczarowana na środku głównej alejki i zastanawiałam się co się dzieje. Czy to Irlandczykom zawirował świat tak jak Just 5 w piosence „Kolorowe sny”, czy to ja może mam jakieś omamy i powinnam zadzwonić do lekarza od razu z pytaniem czy wyśle mnie do jakiegoś szpitala dla średnio normalnych. Ale sen stał się prawdą. Został ogłoszony żółty alarm, każdy zaczął panikować odnośnie jedzenia. Nie przejmując się kupiłam to co jeszcze zostało na półkach i wróciłam do domu oddając się relaksowi w dniu wolnym od pracy.

 

Samsung Galaxy Note 4 i wielki śnieg

Zdziwienie przyszło późnym popołudniem jak mój A wrócił do domu około 18 mówiąc mi, że zamknęli kuchnie z powodu pogody. No ok, trochę coś tam leciało z nieba, ale bardziej określiłabym to deszcz z czymś nieprzypominającym śnieg. Oczywiście nie przejęłam się. Oglądałam filmy i nie przejmowałam się pogodą za oknem, ale coś mnie ruszyło i aż zaniemówiłam, w przeciągu kilku godzin pogoda bardzo się pogorszyła i deszczo – podobne coś zmieniło się na śnieg.

 

Przepiękne drzewa w otulone w śniegu

Zbierałam szczękę z podłogi i zaczęłam zagłębiać się w ogłoszony alarm pogodowy. Było już troszkę gorzej, ale jeszcze nie, aż tak źle. Wynik : Pomarańczowy alarm i duże opady śniegu. Następnego dnia sama zrobiłam większe zapasy, chociaż wcześniej śmiałam się z innych, że panikują. Ale po małym poślizgu autem na asfalcie sama zaczęłam się bać. Tutaj nikt nie ma zimowych opon, bo nigdy tu nie pada. Tutaj nikt nie ma zimówek bo tu nie ma mrozów! A tu takie zaskoczenie z samego rana. Następnego dnia już był szok i niedowierzanie. To mój widok z okna. Od razu po przebudzeniu złapałam za telefon.

 

 

Od razu rozpoczęłam akcję dwór. I chociaż nie miałam zimowych butów, miałam przemoczone skarpetki, buty, zmarznięte dłonie, to nie żałuję takich widoków i takiego doświadczenia. Miasto było opustoszałe, wyglądało jak z gry komputerowej, albo z filmu „Pojutrze”. Nie mogłam uwierzyć, że dwa miesiące wcześniej byłam w Tatrach i było tragicznie ze śniegiem, a tutaj istny raj. Jedyny minus to taki, że był straszny wiatr i strasznie on „bił” po twarzy. Oto kilka widoków i ja w wielkim śniegu.

 

 

Uwielbiam zimowe kimaty

 

Na ulicach było bardzo mało osób. Sklepy były zamknięte. Nic nie funkcjonowało. Żadne auto nie jeździło. Totalna pustka. Czułam się jak w śnie, ale najlepsze była świadomość tego, że ten sen bedzię trwał, aż kilka dni.

 

Po prostu było magicznie. Chociaż, za dużo też nie podróżowałam w te dni. W końcu wszystko miało swoje miejsce i idealnie ze sobą współgrało. Gorąca czekolada, kominek, koc, ciepłe kapcie, przyjemna muzyka. Brakowało tylko choinki. A ja zakochałam się na nowo w widoku zimy. I chociaż nie lubię jak moje ciało przeszywają dreszcze od zimna, to zimę, śnieg i jej inne przywileje kocham nie od dziś. I tak oto przeżyłam prawdopodobnie zimę stulecia w Irlandii. Nigdy nie widziałam takiej ilości śniegu poza górami. Byłam w siódmym niebie. Ale dla porównania ostatnia taka zima była tutaj 60 lat temu! Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam swoim fantastycznym zimowym doświadczeniem. See u!

      Różnica jednego dnia pomiędzy zdjęciami, wygląda magicznie, prawda?

 

 

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


%d bloggers like this: