CZYLI PROSTYMI SŁOWAMI O ŻYCIU ZA GRANICĄ

PODSUMOWANIE LISTOPADA

PODSUMOWANIE LISTOPADA

Listopad to miesiąc, który przeleciał mi między palcami nie wiadomo kiedy. Praktycznie w ogóle tego miesiąca nie pamiętam. To był czas totalnego odprężenia i odstawienia na bok pewnych rzeczy, na które nie miałam sił i chęci. Dla mnie ten miesiąc rozpoczął się dopiero szóstego, kiedy po maratonie kilkunastu dni w pracy miałam dzień wolnego. Usłyszałam wtedy w swoich uszach takie wielkie „uff, dobra robota, a teraz czas wrócić do normalności”. I nie wróciłam do tego zgodnie z planem.

 

 

Po jednym dniu wolnym i jednym pracy nie sądziłam, że będe musiała zmienić swoje plany.  Dostałam telefon, spakowałam walizki i już nie oglądając się byłam w samolocie lecącym do Polski. Do mojej ukochanej Warszawy. Ale stop. Za kilkanaście godzin dokładnie 45 już byłam w samolocie powrotnym. I tak już była prawie połowa listopada.’

 

Po zapomnieniu wielu rzeczy które miałam zrobić po głowie chodził mi tylko nowe książki do przeczytania, nowe seriale do obejrzenia, zapach kawy oraz ciepło kominka. I tak codziennie spędzałam wieczór. Zamieniając tylko rozrywkę i miejsce jej wykonywania. W tym miesiącu zakochałam się w kolejnym serialu na Netflixie, ale niedługo wpis o moich ulubionych serialach w 2017 roku!

Skupiłam się także na miłych porankach z kubkiem kawy. Ale za to zaniedbałam swoje treningi biegowe. Muszę to nadgonić!

 W jeden słoneczny dzień, ale zimny jak nie wiem co! Pojechałam razem z moim towarzyszem do ruin zamku w Ferns. Tutaj jest wpis z tej wycieczki. I chociaż nie mogliśmy zbytnio dowiedzieć się dużo informacji o tym miejscu, bo jak na złość centrum informacji było zamknięte to tylko tabliczka na zewnatrz ciut przybliżyła Nas do historii. I oczywiście nie obyło by sie bez pięknych widoków…Wypatrzona z daleka góra była idealna do oglądania pięknego miasta Enniscorthy z góry. Chociaż droga była ciężka i nie nadaję się na GPS-a, bo się zgubiliśmy.

 

 

 

 

 

 Oraz moja chomicza rodzina doczekała sie sesji zdjęciowej. Niestety, drugiej nie udało się ładnie wyjść na zdjęciu.

I w końcu przyszedł czas na zaczerpnięcie witaminy D. Wyjazd krótki, intensywny i spontaniczny, ale takie uwielbiam najbardziej. Byłam jak na mnie mało przygotowana do podróży. Zawsze mam przy sobie tysiąc pięćset tysięcy notatek, miejsc do odwiedzenia, kafejek do posiedzenia, zdjęć do ogarniecia, a tym razem miałam tylko swoją mini mapę w google. Zobaczyliśmy wiele i zjedliśmy dużo pyszności. Zakochałam się w hiszpańskich pomarańczach! Te tutejsze w sklepach to już nie to samo. Zakochałam się w hiszpańskim chorizo, mimo że często je jadłam to nie zachwycałam się Nim. Odkryłam pare ciekawych miejsc i na szczęście uniknełam kradzieży, które w Barcelonie są bardzo częste. Tutaj macie moje wskazówki i piękne zdjęcia z wyjazdu!

Koniec listopada to czas przygotowania do okresu, który uwielbiam. Czyli Świąt Bożego Narodzenia! Jestem świątecznym freakiem i uwielbiam ten klimat! Już niedługo ukażę się wpis z inspiracjami na tegoroczny magiczny miesiąc! Enjoy!

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


%d bloggers like this: